View all Wrocław events on Eventful

poniedziałek, 31 maja 2010

Duża woda

Tak na tydzień po wielkiej wodzie wygląda nasza Odra w okolicach Lubiąża i Wołowa





Leśne drogi w pięknych lasach mieszczących się na tym terenie są dalej nieprzejezdne



No a sam klasztor jest otoczony popowodziowym rozlewiskiem






Dziedziniec piękny jak zwykle



Oni nie tak dawno temu walczyli z rzeką

Teraz mają już spokój.

Odra w miejscu, gdzie przepływał kiedyś prom w Malczycach

wtorek, 25 maja 2010

Jelenia Góra wizytuje Wrocław

W niedzielę odwiedzili nas znajomi z Jeleniej Góry. Było miło i pogoda dopisała. Zawieźliśmy całe towarzystwo do naszego ulubionego parku i odwiedziliśmy jedno z ulubionych miejsc - prawdziwy labirynt. Kto nie zna drogi może skorzystać z bramek, które umieścili wykonawcy labiryntu, ale to wstyd.





Oczywiście M. wrzucał, co tylko się dało do fontanny.





Potem trochę pospacerowaliśmy i doceniliśmy słoneczne podrygi.







Na placu zabaw M. poczuł presję odmiennej płci.



Posilił się,



no i pożegnaliśmy park.



Pozdrawiamy naszych gości, przyjeżdżajcie jak najczęściej.

niedziela, 23 maja 2010

Słoneczne popołudnie

Chwilowo jest po deszczu, ale sytuacja niewesoła. Fragmenty naszego miasta pod wodą, która napiera tysiącami metrów. Wyszliśmy z domu, po tygodniu ciągłego deszczu, korzystając ze swoich ulubionych przedmiotów.







Lecz niestety dzisiaj już pogoda mniej dopisuje i słońce znów się skryło - hej czekamy na Ciebie.

niedziela, 9 maja 2010

3Urodziny z dawna planowane

No, wreszcie nadszedł dzień z dawna oczekiwany. M. spotkał się ze znajomymi dziećmi na swoich 3 urodzinach. Zorganizowaliśmy je w Parku Brochowskim, który jest niedaleko i jest mało oblegany. Mniej więcej tak wygląda:



Powoli zaczęli schodzić się goście:





Maciej i Jędrek trochę tańczyli



Lecz Antonio nie bardzo był tym zachwycony



Wreszcie M. doczekał się tortu i wszyscy zaśpiewali jedną z najbardziej znanych w Polsce pieśni






Przystąpiliśmy do konsumpcji, z tego co widać dzieciaki naprawdę czekały na tort i przy zachęcie Krzyśka dały upust swoim pragnieniom






Jak widać tort przetrwał nawał dziecięcych gryzów i można było przystąpić do rytualnego cięcia. M. się cieszył (lubi słodkie), lecz spoglądał z uwagą czy aby nie dostanie zbyt małego kawałka





No i nie wszystkim smakowało



Później poszliśmy pograć w "misie-patysie". -Patrz Antonio jak tam wrzucisz, to wpłynie pod mostek





Dobra, teraz wszyscy bierzemy patyczki, rzucamy...






... i sprawdzamy, który wypłynął pierwszy. A jak nie wypłynął wcale, to zawsze można trochę nagiąć rzeczywistość i dorzucić mlecz z tej strony.




Były jeszcze inne atrakcje, było mnóstwo jedzenia, które jemy jeszcze dzisiaj (znaczy dużo go było), były konkursy, nagrody, zabawa na placu zabaw. No i jedna z lokalnych atrakcji - naprawdę rozległy żywopłotowy labirynt, w którym uwierzcie mi można się zgubić. Tylko niestety, nie zabrałem do labiryntu aparatu, jakoś nie wyszło. Postaram się kiedyś to nadrobić. Pogoda dopisała, humory też. I niech żałują Ci, którzy nie byli :(
A dla uczestników dzięki za wizytę i za piękne prezenty.