No, wreszcie nadszedł dzień z dawna oczekiwany. M. spotkał się ze znajomymi dziećmi na swoich 3 urodzinach. Zorganizowaliśmy je w Parku Brochowskim, który jest niedaleko i jest mało oblegany. Mniej więcej tak wygląda:
Powoli zaczęli schodzić się goście:



Maciej i Jędrek trochę tańczyli

Lecz Antonio nie bardzo był tym zachwycony

Wreszcie M. doczekał się tortu i wszyscy zaśpiewali jedną z najbardziej znanych w Polsce pieśni




Przystąpiliśmy do konsumpcji, z tego co widać dzieciaki naprawdę czekały na tort i przy zachęcie Krzyśka dały upust swoim pragnieniom




Jak widać tort przetrwał nawał dziecięcych gryzów i można było przystąpić do rytualnego cięcia. M. się cieszył (lubi słodkie), lecz spoglądał z uwagą czy aby nie dostanie zbyt małego kawałka



No i nie wszystkim smakowało

Później poszliśmy pograć w "misie-patysie". -Patrz Antonio jak tam wrzucisz, to wpłynie pod mostek



Dobra, teraz wszyscy bierzemy patyczki, rzucamy...




... i sprawdzamy, który wypłynął pierwszy. A jak nie wypłynął wcale, to zawsze można trochę nagiąć rzeczywistość i dorzucić mlecz z tej strony.


Były jeszcze inne atrakcje, było mnóstwo jedzenia, które jemy jeszcze dzisiaj (znaczy dużo go było), były konkursy, nagrody, zabawa na placu zabaw. No i jedna z lokalnych atrakcji - naprawdę rozległy żywopłotowy labirynt, w którym uwierzcie mi można się zgubić. Tylko niestety, nie zabrałem do labiryntu aparatu, jakoś nie wyszło. Postaram się kiedyś to nadrobić. Pogoda dopisała, humory też. I niech żałują Ci, którzy nie byli :(
A dla uczestników dzięki za wizytę i za piękne prezenty.