
O poranku wybraliśmy się na stok.




Pojawia się Instruktor i zaczynamy zabawę?








Muszę jednak powiedzieć prawdę. Fotki są z drugiego dnia naszych ferii. M. jeżdżąc pierwszego dnia był zachwycony, oprócz małego incydentu, kiedy Instruktor wziął go na ręce przed sobą i zjechał z nim z przodu z góry i M. był cały blady i powiedział, że boi się tej góry, było wyjątkowo dobrze. Ale nie może być zbyt różowo. W nocy M. zachorował i w dzień zdjęciowy zaczęła trawić go gorączka. Ale rano powiedział, że chce koniecznie jeździć, więc pojechaliśmy, zastanawiając się czy da radę. No i trochę dał, ale w końcu choroba wzięła górę i skończyło się jak widać.


TU KAZANO MI WYMAZAĆ, NIE MA AUTORYZACJI
Było super. Dziś byliśmy z M. u lekarza i oczywiście dostał antybiotyk, ale jesteśmy bardzo zadowoleni. Trochę mało jazdy, lecz trzeba się umieć cieszyć.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz