Witam w najbardziej udanym dla mnie weekendzie wakacji 2011. Wyprawa w Góry Stołowe. Miasteczko Radków.
Pierwsze chwile w pokoju przy ulicy Grunwaldzkiej. Rozpakowanie się i zapoznanie z pokoikiem zajęło parę minut. Już prawie jesteśmy w 4 :D
I po spakowaniu prowiantu w góry! Pierwszego dnia celem naszej wyprawy zostały Błędne Skały. Piesza wyprawa zajęła nam ze 2 godziny do Skał i później około 1 godziny w samych Skałach, ale już we dwójkę. Młodszy brat z mamą musiał odpocząć.
Natomiast Maciej był zachwycony, przeciskanie się przez skały zrobiły na nim niesamowite wrażenie. Opowiadał o tym bez przerwy. A poza tym mam wrażenie, że podobała mu się cała ta wyprawa, wspinanie, wędrówka itd. Nie spodziewałem się ale dzieci zawsze będą nas zaskakiwać.
Drugiego dnia o poranku wybraliśmy się nad Zalew w Radkowie. Zawiódł mnie jego widok, myślałem, że będzie bardziej dziko, a wyglądał jak duży basen.
Natomiast przed południem tylko z Maciejem rozpoczęliśmy zdobywanie Szczelińca Wielkiego od strony Radkowa. To niezapomniane wspomnienie, jak dla mnie było to jakieś nasze z Maciejem duchowe połączenie. Taka pierwsza męska wyprawa :DDD I chociaż zaskoczyła nas ilość ludzi na samym Szczelińcu (tłum), która spowodowała, że samego Szczelińca nie zwiedziliśmy, to był to dla mnie czas właściwie spędzony. A Maciej dał się przekonać, że przepychanie się przez tłum to nie jest to samo co wczorajsze przepychanie się przez skały.
Trzeci ostatni dzień to już delikatny spacerek po płaskim terenie. Skalne Grzyby od strony Karłowa. Tam już znowu w 4 spacerowaliśmy i wspinaliśmy się na drobne skałki.
Jeszcze raz powtórzę - to był wspaniały kawałek wakacji. Będę go miał bardzo długo w mojej pamięci. Góry Stołowe polecam!!!
wtorek, 16 sierpnia 2011
poniedziałek, 1 sierpnia 2011
Ustronie Morskie 2011
Jak widać, pomimo Facebookowych życzeń pogoda nie dopisała.
Jednak, niezrażeni aurą wypoczywaliśmy jak tylko można. Ubrani jak przystało na lipiec spacerowaliśmy, tłumacząc sobie niedogodności pogody podobno zwiększoną dawką nadmorskiego jodu wydzielającego się wprost proporcjonalnie do ilości deszczu i siły wiatru.
Pozdrawiamy Bałtyk, naprawdę w przyszłym roku zastanowię się czy tu przyjechać.
Jednak, niezrażeni aurą wypoczywaliśmy jak tylko można. Ubrani jak przystało na lipiec spacerowaliśmy, tłumacząc sobie niedogodności pogody podobno zwiększoną dawką nadmorskiego jodu wydzielającego się wprost proporcjonalnie do ilości deszczu i siły wiatru.
Pozdrawiamy Bałtyk, naprawdę w przyszłym roku zastanowię się czy tu przyjechać.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)








































